10 000 godzin – bilet wstępu do świata sukcesu?

Formuła 1 to sport dla najbogatszych – zespoły osiągające sukcesy mają budżet do 400 milionów dolarów rocznie. Jak to się stało, że Robert Kubica – obywatel kraju, gdzie gospodarka ledwo może uciągnąć budowę autostrad – dostał się do tego elitarnego sportu i zaczął odnosić sukcesy? Ćwiczył wyścigi od 4 roku życia i jak wskazuje jego trener, w wieku 15 lat miał już przejeżdżoną magiczną liczbę 10 000 godzin.Wsparcie rodziców, których stać było na utrzymywanie zespołu kartingowego w którym jeździł Kubica (czego koszty sięgają 150 000 zł rocznie), stworzyło mu odpowiednie warunki do tego, aby w tak młodym wieku móc być w czołówce.

Wiele innych ludzi odniosło sukces dopiero po przekroczeniu 10 000 godzin w danej profesji – w tym Beatlesi czy Bill Gates. Musieli wobec tego ćwiczyć ponad 416 dni. Jednak powstaje pytanie, czy ta magiczna liczba jest naszym biletem wstępu do świata sukcesu?

Z pewnością ilość ćwiczeń wpływa na to, jaki końcowy wynik osiągniemy. Choć teoria ta jest poprawna, może być miejscami nieprecyzyjna, co pokazuje autor eksperymentu http://thedanplan.com – po 5000 godzinach osiąga on wyniki nieosiągalne dla większości golfistów. Teoria ta też jest podważana i precyzowana przez socjolog Macnamarę Brooke, o czym pisał Andrzej Kotarski na stronie Polimaty – mistrzowie potrzebują często mniej, co wynika ze skrupulatnych zapisków w dziennikach.

10 000 godzin to nie wszystko. Liczy się środowisko, samozaparcie, umiejętność podejmowania ryzyka i wiele innych czynników. Dlatego jeżeli chcesz osiągnąć sukces – zamiast wciąż bezrefleksyjnie powtarzać pewne ćwiczenia, zadbaj też o inne czynniki.

Dodaj komentarz