Likwidacja gimnazjów – krok do tyłu?

Ostatnio mocno rozgorzała dyskusja o likwidacji gimnazjów. Zacząłem się mocno zastanawiać nad moim własnym stanowiskiem, a z początku temat wydawał mi się bardzo niejednoznaczny. Czytając gazety i wypowiedzi internautów widziałem, jak bardzo opinie są podzielone. Pytałem siebie – dlaczego?

Powodem był punkt dotyczący „wygaszania gimnazjów” w podstawie programowej PiS-u, świeżo wybranej partii rządzącej. Przeciwnicy tej partii od razu okrzyknęli, że to krok w stronę średniowiecza, a zwolennicy zaczęli zaciekle odpierać argumenty. Jednak utożsamianie likwidacji gimnazjów wyłącznie z PiS-em nie jest do końca zasadne, ponieważ partia z drugiego krańca sceny politycznej, SLD, również popiera tę zmianę. Zastanawiałem się więc, czy likwidacja gimnazjów to decyzja wyłącznie polityczna, czy rzeczywiście ma jakieś racjonalne podstawy? Gdyby dyskusja odbywała się w innych warunkach, jakie padałyby argumenty? Oto do czego doszedłem.

CZY BADANIA STATYSTYCZNE TO DOBRY ARGUMENT?

Przeciwnicy likwidacji gimnazjów argumentują, że od kiedy wprowadzono gimnazja Polska wysuwa się na coraz wyższe pozycje na rankingach PISA (Programu Międzynarodowej Oceny Umiejętności Uczniów). Okazuje się, że polski system edukacji jest w pierwszej 10 i ma się coraz lepiej. Jednak czy rzeczywiście te badania mogą być mocnym argumentem w dyskusji o słuszności likwidacji gimnazjów?

Według rankingu PISA mimo, że dobrze wypadamy w zadaniach matematycznych i czytaniu, leżymy jeżeli chodzi o rozwiązywanie praktycznych problemów, o czym zresztą pisała Gazeta Wyborcza tutaj. Nie wspomina się też o tym, że Polska wypadła najgorzej w badaniu relacji nauczyciel-uczeń!

Badania PISA są krytykowane za brak porównywalnych grup badawczych, brak tak ważnych zmiennych jak jakość procesu kształcenia czy wychowania młodzieży oraz nastawienie wyłącznie na umiejętność rozwiązywania testów według klucza.

Uważam, że jeżeli chcemy poważnie rozmawiać o przyszłości polskiego systemu edukacji, nie możemy powoływać się na badania statystyczne, które sprawdzają wyłącznie umiejętność wypełniania testów! To bzdura a nie umiejętność i kompletnie mija się z celem szkoły. Szkoła ma przygotować nas do dorosłego życia, wyposażając nas w niezbędne kompetencje. Czy prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego wypowiadając się na temat jakości kształcenia gimnazjów naprawdę o tym zapomniał?

Polskie gimnazja nie kształcą źle. Wyglądamy bardzo dobrze w międzynarodowych badaniach PISA.

Na podstawie tego rankingu rząd w ostatnich latach podejmował strategiczne decyzje dotyczące naszej edukacji. Co roku wydawane było 6% naszego PKB. Zastanawiam się, dlaczego nikt nie pokusił się o sprawdzenie czy wyniki rzeczywiście przekładają się na jakość edukacji! Szczerze polecam zajrzeć do znacznie ciekawszego i bardziej merytorycznego raportu o stanie polskiej edukacji prowadzonego przez Instytut Badań Edukacyjnych, gdzie autorzy jasno piszą o zagrożeniach związanych m.in. z nauką pod testy.

Jednak Polska wypada dobrze także w innych badaniach takich jak np. raport Pearsona. On też jest poddawany w wątpliwość, o czym pisał swego czasu na swoim Newsweekowym blogu profesor Wojciech Krysztofiak.

Nie dość, że badania są prowadzone dopiero od 3 lat, więc nie mogą być w pełni wiarygodne, to obejmują jedynie 40 państw, wykluczając przy okazji Chiny (podczas gdy uczniowie z Szanghaju osiągali najwyższe wyniki w badaniach PISA), Arabię Saudyjską, Estonię (która wyprzedzała nas w niektórych rankingach), Litwę czy Łotwę. W dodatku nikt nie pokusił się o zbadanie państw afrykańskich. Ale to nie wszystko.

Skąd w rankingu tak duża rozbieżność pomiędzy umiejętnościami poznawczymi i wiedzą (16. miejsce) a analfabetyzmem i powszechnością edukacji (3. miejsce)? Innymi słowy oznacza to, że system skutecznie wymusza na rodzicach praktyki edukacyjne, które nie dają pożądanych rezultatów. Stąd więc jasno wynika, że system musi mieć poważną wadę konstrukcyjną. Zanim jednak dojdziemy do takich wniosku, przypatrzmy się jeszcze jednemu argumentowi. Okazuje się bowiem, że nawet pozycja w rankingu dotycząca wiedzy mogła zostać zakłamana.

Według profesora Krysztofiaka sceptycyzm wobec tej rubryki uzasadnia wysoka pozycja Rosjan – kraju, gdzie bez przeszkód rozwija się prostytucja dziecięca. Zadaje on pytanie – czy badania były prowadzone również na Syberii lub Uralu? Wysuwa tezę, że wówczas pozycja Rosjan byłaby zupełnie inna. Tak samo jest z Polską. Gdyby zbadać np. uczniów mieszkających w miasteczkach ściany wschodniej czy dalej ówczesny rząd mógłby uprawiać propagandę sukcesu? Według niego badania były prowadzone w elitarnych polskich szkołach, a uśrednianie ich wyniku przykrywa skazę systemu edukacji, generującego „głęboką nierównowagę”.

Stąd wynika jasno, że prawdziwy obraz Polski mógł zostać zakłamany.

Okazuje się więc, że rankingi na które powołują się przeciwnicy likwidacji gimnazjów oraz przeszły rząd mogą nie odzwierciedlać rzeczywistości.

Co więc ją odzwierciedla?

CHCEMY MATURY NA SPOKOJNIE

– W chwili obecnej jestem uczniem III klasy LO i w maju będę zdawał maturę. Znakomicie widzę, jak szkodliwy dla maturzystów jest system 3-letniego liceum, oraz jaką stratę czasu stanowi dla młodzieży gimnazjum. Klasa maturalna powinna polegać na systematycznych powtórkach i przygotowaniach do egzaminu, który zadecyduje o przyszłości. 

Tak swoje stanowisko argumentuje Szymon Gładych, poseł Sejmu Dzieci i Młodzieży. Według niego rok przeznaczony na powtórki do matury to strzał w dziesiątkę, ponieważ w dzisiejszym systemie brakuje miejsca na spokojne i systematyczne przygotowywanie się do egzaminu dojrzałości.

– Niestety – już teraz widzę, że będzie z tym bardzo ciężko, gdyż 3 klasa polega głównie na realizacji bieżącego materiału, a każdy tydzień to masa sprawdzianów z tego właśnie materiału, więc jak widzicie nie ma absolutnie czasu na powtórki. Rozwiązaniem tego problemu jest wprowadzenie 4-letniego LO, gdzie pierwsze trzy klasy będą polegać na realizacji programu, a ostatni rok na przygotowaniu do matury.

Obawy i propozycje, które wysuwa Szymon, są uzasadnione. Trzecie klasa liceum to często „jazda bez trzymanki” – zakuwanie po nocach, brak czasu wolnego i stres spowodowany nadmiarem materiału do opanowania. Oczywiście dla niektórych matura to bzdura – ja sam uważam, że ten egzamin wcale nie ma tak wielkiej wagi, jaka jest mu przypisywana – jednak podejście do niego na spokojnie dla wielu byłoby nieosiągalnym dziś komfortem.

I WIĘCEJ PRZESTRZENI DLA NAUCZYCIELA

– Cały problem tkwi w tym, że Wy za dużo myślicie! Musicie nauczyć się wbijać w klucz.

Słowa nauczycielki biologii w jednym z wrocławskich liceów wzmagają szmer niezadowolenia w klasie. Po raz kolejny z próbnej matury posypały się same jedynki, a dla uczniów najgorsza jest świadomość, że nie ma dyskusji. W końcu egzamin dojrzałości zbliża się wielkimi krokami.

Dotychczasowa konstrukcja systemu edukacji opiera się na nauce do rozwiązywania 3 ważnych testów – testu szóstoklasisty, gimnazjalisty i maturalnego. Co się stanie, gdy usuniemy z tej drogi jeden z tych testów? Oznacza to mniej nauki pod egzamin, co analogicznie przekłada się na więcej czasu dla „prawdziwej” nauki (choć to stwierdzenie brzmi absurdalnie). Nauczyciele będą mieli w końcu czas na realizację autorskiego programu nauczania i odpowiadanie na prawdziwe potrzeby uczniów, a nie te ustalone przez klucz. Przełoży się to na wykorzystywanie wiedzy wyniesionej ze szkoły w prawdziwym życiu. A także niższe wyniki w badaniach PISA. Dlaczego? Bo przestaniemy być tresowani jak króliki doświadczalne w rozwiązywaniu zadań testowych.

Oprócz tego, łatwiejsze będzie budowanie relacji uczeń-nauczyciel, co z kolei powinno być priorytetowe (przypomnę, że jesteśmy na OSTATNIM miejscu w rankingu relacji nauczyciel-uczeń według OECD)! Teraz nauczyciele są jedynie przejściowi i nie są dla nas autorytetami – traktujemy ich bardziej jak pracowników szkoły, których trzeba znosić. Szczególnie widoczne jest to na końcowym etapie naszej edukacji, kiedy przez nasze życie przewinęło się już tylu nauczycieli, że nie przywiązujemy się zbytnio do kolejnych. Stworzenie 8-letniej szkoły podstawowej i 4-letniego liceum sprawi, że więzi tworzące się między nauczycielami i uczniami będą głębsze, co przełoży się na jakość kształcenia.

TRACĄC GRUNT POD NOGAMI

– Chodziłem do gimnazjum w gminie miejsko-wiejskiej, do którego przyjmowani byli wszyscy jak leci. W związku z tym w szkole tej nie brakowało czystej patoli, która z roku na rok tylko się rozwijała w tych chuligańskich wybrykach siejąc tylko zgorszenie i prowadząc do zepsucia kolejnych uczniów. W takich szkołach nie brakuje przemocy, a często także zdarzają się prześladowania słabszych, przez takie „szajki” – kontynuuje Szymon.

Problem wychowawczy w gimnazjach budzi największe dyskusje i dla mnie ta sprawa jest najbardziej niejednoznaczna. Czy rzeczywiście gimnazjum wzmaga akty przemocy?

Uczniowie po 6 latach znanej sobie szkoły przenoszą się do zupełnie nowego środowiska – nowe wymagania, nowi nauczyciele, nowi koledzy. Trudności z asymilacją mogą powodować u nich frustrację, która w końcu znajduje swoje ujście na przykład na korytarzu szkolnym. Według Szymona, uczniowie nie są w odpowiedni sposób przygotowywani do nauki w szkole ponadgimnazjalnej. Brak im autorytetu, który by ich prowadził w procesie rozwoju emocjonalnego.

Widać to na korytarzach szkół ponadgimnazjalnych do których z roku na rok przychodzi coraz większa dziecinada, na której wydoroślenie trzeba poświęcić cenny czas. Taki sam czas trzeba poświęcić na rzeczywiste przygotowanie tych uczniów do nauki w szkole ponadgimnazjalnej.

Niektórzy powiedzą, że nic się przecież nie zmieniło – za czasów 8-letniej podstawówki najbardziej narzekano właśnie na najstarsze klasy. Jednak argument o zmianie środowiska jest wciąż godny rozważenia. Uważam, że przenosiny z podstawówki do gimnazjum zdecydowanie mają wpływ na rozwój młodego człowieka. Na lepsze lub na gorsze, bo sytuacja nie jest czarno-biała. Wielu uczniów przenosi się z miernej podstawówki do dobrego gimnazjum i wówczas asymilacja postępuje właściwie. Są wręcz wdzięczni za nowe kontakty i nowe możliwości. Niektórzy nie mogą znieść myśli o męczeniu się 8 lat w podstawówce.

Ważne jest, aby stworzyć uczniom bezpieczne środowisko, które funkcjonuje według jasno określonych norm. Uważam, że te normy łatwiej respektować w 8 letniej podstawówce i 4 letnim liceum z powodu znacznie lepszej relacji nauczyciel-uczeń. Rola nauczyciela, który zna nas lepiej, w procesie rozwoju emocjonalnego jest niebagatelna.

CZY TO NAPRAWDĘ WAŻNE?

– Nie ma większego znaczenia, czy do szkoły pójdą sześciolatki czy siedmiolatki i czy będą się uczyć w gimnazjach czy nie. To kosztowne zmiany, które niewiele wnoszą. To co jest naprawdę ważne, to odejście od edukacji, która wtłacza encyklopedyczną wiedzę, na rzecz szkoły, która skupia się na kompetencjach. Potrzebujemy szkoły, która przygotowuje do pracy z innymi czy uczy skutecznego realizowania postawionych sobie celów. – mówi Marcin Bruszewski, wiceprezes fundacji Social Wolves, organizującej corocznie olimpiadę projektów społecznych Zwolnieni z Teorii. Zwraca on uwagę na to, że tak naprawdę istota problemu leży gdzie indziej. W reformie systemu edukacji.

Zgodzę się. Jest to dokładne sedno, bo system edukacji dokładnie potrzebuje kształcenia w kierunku kompetencji, a likwidacja gimnazjów to problem drugorzędny. Jednak jak wykazałem powyżej, może mieć znaczny wpływ właśnie na reformowanie systemu edukacji, choć wielu uznaje ją to za krok do tyłu. Ktoś powiedział, że czasem trzeba zrobić nawet dwa kroki do tyłu, aby wykonać jeden do przodu. Ja uważam, że likwidacja gimnazjów pozytywnie wpłynie na system edukacji.

CO JEST NAJWAŻNIEJSZE?

Pozostaje ostatnia kwestia. Przewiduję, że likwidacja gimnazjów zostanie ostatecznie wprowadzona. Większość społeczeństwa (według badań IBRIS 67,9%) i większość posłów w Sejmie opowiada się za tym rozwiązaniem. Jednak może być przeprowadzona dobrze albo źle – wśród szeroko zakrojonych konsultacji społecznych z uczniami, nauczycielami i rodzicami, albo też nie; może być krokiem w stronę reformowania przestarzałego systemu szkolnictwa, ale nie musi. Dlatego apeluję do partii rządzącej o konsultacje społeczne oraz długofalowy plan rozwoju polskiego systemu szkolnictwa. To jest najważniejsze.

13 komentarzy

weronika | mavelo Grudzień 8, 2015 Reply

Bardzo dobry tekst. Ja jestem pierwszym rocznikiem gimnazjalnym z tej całej reformy mam złe wspomnienia. Pierwsza sprawa to to, co jest poruszone w tekście – 3 lata to za mało na liceum. W gimnazjum przez 3 lata mieliśmy wielkie luzy, a później w liceum w 3 lata przyszło nam zrealizować zakres materiału na 4 lata (nauczyciele sami mówili, że nawet przy zajęciach dodatkowych nie jest to możliwe, mieliśmy ten sam zakres materiału co rocznik wyżej, czyli osoby uczące się w liceum 4 lata).
Osobiście ubolewam nad tym, że w gimnazjum i liceum po reformie zniknęła lekcja plastyki, nie wiem jak jest teraz. W gimnazjum zamiast plastyki i muzyki dostaliśmy sztukę, która była bardziej teoretyczna niż twórcza. W liceum za to pojawiła się Wiedza o kulturze – zajęcia nawet ciekawe, ale znowu teoretyczne.

Jędrzej Rayski Grudzień 8, 2015 Reply

Dzięki Weronika 🙂 Jako pierwszy rocznik chyba miałaś najgorzej. Najpierw wielki luz, potem wielki stres. I niestety, plastyka jest nadal jedynie teoretyczna.

Dotee Grudzień 8, 2015 Reply

Nie chodziłam do gimnazjum i wcale nie męczyłam się w ośmioletniej podstawówce. Wszystkich już dobrze znałam, nauczyciele też nas znali i potrafili nas ogarnąć. Miło to wspominam. Gimnazjum to takie getto dla dorastających dzieciaków. Obejmuje najtrudniejszy wiek, kiedy młodzież robi same głupoty. Od samego początku uważałam ten pomysł za słaby. W sumie jak chcą, niech likwidują, nikomu to nie zaszkodzi. Aczkolwiek zgadzam się, że szkolnictwu jest potrzebna głębsza reforma – mniejsza z tym gdzie się mają uczyć młodzi ludzie, ale czego i w jaki sposób.

Jędrzej Rayski Grudzień 8, 2015 Reply

Doroto, dziękuję za komentarz 🙂 Ciekawi mnie, czy ktoś z Twoich znajomych jednak źle wspomina tamte lata i jeżeli tak, to z jakich powodów…

Głębsza reforma to podstawa, natomiast likwidacja gimnazjów może na nią pośrednio i pozytywnie wpłynąć 🙂

Dotee Grudzień 8, 2015 Reply

Część na pewno źle wspomina – u mnie w klasie były dzieci z patologicznych rodzin, niedomyte, niektóre lekko niepełnosprawne umysłowo, i nie miały lekkiego życia z resztą klasy. Ale nie sądzę, żeby w gimnazjum miały łatwiej. Wątpię, czy którykolwiek z moich znajomych żałuje, że nie chodził do gimnazjum. Znam raczej paru takich, którzy zazdroszczą mi tej 8letniej podstawówki. I starej matury też 🙂

Ola | Mikmok blog Grudzień 8, 2015 Reply

Jest drugim rocznikiem, który tzw. „szedł nowym systemem”. W „starym systemie” w podstawówce w klasach 1-3 była jedna pani nauczycielka, w 4-8 – inny, mniej więcej stały zestaw i kolejny w liceum. Uczniowie spędzali więc ze sobą i z nauczycielami (3 + 5) + 4 lata. Obecnie jest to (3 + 3) + 3 + 3 lata. Nie ma tej ciągłości i więzi, nauczyciele nie znają uczniów, uczniowie często zmieniają środowisko i w każdym starają się „wybić” i „zaimponować sobie wzajemnie”, co przekłada się na gorsze zachowania (wiadomo, że najlepiej imponuje się innym chuligaństwem ;)). Pamiętam, że dla mnie uczniowie z klas 7 czy 8 to byli ta-acy dorośli ludzie 😀 A później w liceum czwartoklasiści – toż to czasami można ich było pomylić z nauczycielami 😉 Myślę, że obecnie brak tego respektu i większa anonimowość.

Jędrzej Rayski Grudzień 8, 2015 Reply

Olu, dziękuję za komentarz 🙂 Tak samo jak Weronika z mavelo, trafiłaś na głęboką wodę. Ja również uważam, że nie ma zachowanej ciągłości, dlatego ta zmiana będzie dobra.

Hai Le Grudzień 8, 2015 Reply

Bardzo rzetelny tekst, jestem pod wrażeniem!
Ja chodziłam do gimnazjum i mam do tego okresu w swoim życiu bardzo emocjonalny stosunek, zdecydowanie negatywny. Moim problemem było jednak nieprzystosowanie, nie robiłam po prostu tego co większość i przez to trudno mi było znaleźć przyjaciół. Zresztą to samo miałam w podstawówce i liceum, ale już nie tak dotkliwe jak w gimnazjum.
Tylko moim zdaniem gimnazja tak naprawdę to nie problem. Problemem jest to, o czym też pisałeś, uczenie uczniów pod test i jeszcze brak szacunku nauczycieli do uczniów, co skutkuje brakiem szacunku uczniów do nauczycieli. Tutaj winne są kiepskie płace i brak pola do rozwoju nauczyciela, przez co odklepuje on narzucony z góry program i nieustannie narzeka traktując ucznia często wręcz jak wroga.

Barni Grudzień 9, 2015 Reply

Świetny tekst. Ale potwornie mnie zmartwił – rodzicielka pracuje w gimnazjum, właściwie jedynym miejscu pracy dla niej w okolicy. Chociaż rozum podpowiada, że gimnazja powinny zmiknąć, wolałbym, żeby to się nie działo. Huh…

Jędrzej Rayski Grudzień 9, 2015 Reply

Dzięki za opinię 😉 Ta kwestia jest rzeczywiście według wielu niepokojąca. Miejmy nadzieję, że ten temat zostanie rzetelnie omówiony podczas konsultacji społecznych.

Paulina Wyszyńska Grudzień 9, 2015 Reply

Świetny, merytoryczny tekst! Jestem pod ogromnym wrażeniem Twojej rzetelności, której tak brakuje w sprawach ważnych, gdzie zamiast na faktach, opieramy się na własnym światopoglądzie. Tak naprawdę to, czy gimnazja będą, czy je zlikwidujemy, to kwestia drugorzędna. Ważniejsza jest zmiana programu nauczania, dostosowanie go do współczesnych realiów, przejście od podawania wiedzy do nauki jej wyszukiwania.

Jędrzej Rayski Grudzień 9, 2015 Reply

Paulina, dzięki za cenną opinię 🙂 W zupełności się zgadzam.

o Rozmaitym Grudzień 9, 2015 Reply

„To co jest naprawdę ważne, to odejście od edukacji, która wtłacza encyklopedyczną wiedzę, na rzecz szkoły, która skupia się na kompetencjach. Potrzebujemy szkoły, która przygotowuje do pracy z innymi czy uczy skutecznego realizowania postawionych sobie celów. ” zgadzam się z tym w 100%. Bo to jest największy problem.

Dodaj komentarz