Wciąż zabieram głowę z chmur

Gdy miałem jeszcze psa, uwielbiałem z nim wychodzić na 2-godzinne spacery. Zakładałem słuchawki na uszy i szedłem do lasu lub na pole. Szedłem marzyć, aby oderwać się od szarej rzeczywistości.

Lubiłem wymyślać historie, wpatrywać się w niebo, wyobrażać sobie, że jestem kimś innym. Słuchając piosenek udawałem, że umiem śpiewać lub grać na gitarze. Gdy nikt mnie nie widział, tańczyłem.

Myślałem o tym, jak wiele masek zakładam na codzień przed innymi ludźmi. Było mi smutno, że tak mało osób zna mnie takiego, jakim jestem naprawdę – wrażliwego.

Gdy tylko miałem okazję, słuchałem muzyki. Pamiętam tą niechęć do ściągania słuchawek i rozmawiania z innymi ludźmi. Chciałem, aby była tylko muzyka i ja. Samolubnie, nie?

Wieczorami po spacerze z psem wracałem do domu i rysowałem bądź pisałem pamiętnik. Nie pamiętam zbyt wielu wieczorów, kiedy się uczyłem – uznawałem, że szkoła i tak zabiera mi za dużo czasu. Potrzebowałem oddechu.

Większą część mojego dzieciństwa i wchodzenia w wiek nastoletni spędziłem właśnie tak. W chmurach – marząc, rozmyślając i tworząc. Jednak powoli zaczęła do mnie docierać rzeczywistość.

Na całe szczęście nie dostałem się do Liceum Plastycznego. Zacząłem mierzyć się z życiem i z problemami, jakie napotykałem po drodze. Z własnym charakterem. Ciężko było mi opuszczać to komfortowe gniazdko, jakie stworzyłem z muzyki, marzeń i gwiazd. Wiedziałem jednak, że muszę to zrobić. Musiałem wylecieć z tego gniazda – nawet za cenę połamania skrzydeł.

Przyszedł czas, że przeprowadziłem się z małej miejscowości do miasta. Nie miałem już pola ani lasu koło domu, nie miałem też psa. Musiałem przyzwyczaić się do zupełnie innego trybu życia.

Po kilku latach zrozumiałem jedną rzecz – marzenia nie są tak ważne, jak ich realizacja. Rozmyślaniem ciężko jest cokolwiek zdziałać. Miło jest otoczyć się kokonem ze swoich myśli, ale tak naprawdę to on nie pozwala żyć pełnią życia, tylko ogranicza. Choć to brutalne – musiałem nauczyć się DZIAŁAĆ.

I choć nadal uwielbiam tworzyć, chcę zadbać o jedną rzecz, której kiedyś nie miałem. O balans. Balans pomiędzy marzeniami a rzeczywistością.

Marzenia i pomysły przychodzą mi nadzwyczaj łatwo. Zabieram więc głowę z chmur, aby pamiętać o jednej rzeczy – pomysły istnieją po to, żeby je realizować, marzenia po to, żeby je spełniać a problemy trzeba nauczyć się rozwiązywać, a nie roztrząsać. I choć nie jest to łatwe, staram się o tym pamiętać każdego dnia.

4 komentarze

niebanalnezycie Styczeń 6, 2017 Reply

Bardzo mi się podoba wpis. Ja kiedyś całe życie marzyłam i nic z tym nie robiłam. Następnie przyszedł etap zaniechania marzeń, co również nie było dobre. Najważniejsze jest to aby znaleźć złoty środek między marzeniami, a działaniem. Myślę, że warto jest spisywać marzenia w formie celów do zrealizowania. Nawet jeśli ta realizacja miałaby trwać 10 lat. ( jeśli ten cel jest czasochłonny) 🙂

Katarzyna Woszczyk (Cath) Styczeń 14, 2017 Reply

Tak to już jest z tymi marzeniami, chociaż z drugiej strony każde zrealizowane marzenie na swój sposób przestaje być marzeniem, prawda? A wyobrażanie sobie siebie w innych rolach? W sumie, co jakiś czas warto, to robić, bo może a nóż zrozumiemy kogoś, kto normalnie wydałby nam się niezrozumiały. Jedno jest pewne – warto spełniać marzenia i zachowywać balans, żeby się przypadkiem w którejkolwiek formie nie zatracić.

Ewa Sz Styczeń 24, 2017 Reply

Podoba mi się ostatni akapit: „pomysły istnieją po to, żeby je realizować, marzenia po to, żeby je spełniać a problemy trzeba nauczyć się rozwiązywać, a nie roztrząsać”. Nie zabieraj całkiem tej głowy z chmur, bo stracisz kontakt z pomysłami i marzeniami! Powodzenia!

Matka-Dietetyczka Styczeń 24, 2017 Reply

Droga do marzeń niejednokrotnie pod górę, ale im więcej trudów tym bardziej docenimy realizację tegoż marzenia.

Dodaj komentarz